login: hasło: Rejestracja
HAJS / FELIETON
Zdarza mi się czasem rozmawiać z różnej maści muzykami. Nieuchronnie, przynajmniej raz na rozmowę, temat musi zboczyć na kwestię finansową. Wiadomo, że muzyka jak i inne dziedziny życia wymagają kosztów. Sprzęt, czas studyjny, teledyski, koszty związane z "wydaniem" fizycznej wersji płyty, potrafią nieraz młodym artystom spędzać sen z powiek. Tajemnicą poliszynela jest również fakt, że zyski pochodzące z twórczości artystów podziemnych są albo bardzo słabe albo żadne. Oczywiście w podziemiu jest kilku artystów, którzy mają jako takie wpływy, ale jest to bardzo wąskie grono. Na pewno pozorny wpływ na większe zyski w rapie, jak i diametralne obniżenie kosztów, ma postęp cywilizacyjny. Dzięki upowszechnieniu internetu promocja twórczości stała się prostsza i tańsza. Przeróżne fora, serwisy typu YT bądź Wrzuta, dają nam możliwość dotarcia do odbiorcy na drugim końcu kraju. Tłocznie płytowe w wielu miastach Polski dysponują cennikami, które nie są tak straszne, jak to sobie wyobrażaliśmy. Dzięki portalom społecznościowym możemy udostępniać informacje odnośnie koncertów. Za pośrednictwem serwisów muzycznych możemy również sprzedawać fizyczne wersje płyt. Na przestrzeni dekady w kraju powstało wiele legalnych jak i podziemnych labeli zajmujących się wydawaniem i dystrybucją płyt. Kilka linijek temu napisałem, że postęp cywilizacji ma pozorny wpływ na zarobki. I tu właśnie jest pies pogrzebany, pozory mylą. Wiecie, że O.S.T.R i Hades za płytę "HAOS" otrzymali diamentową płytę? WOW!! Sukces pełną gębą tylko, że...diamentową płytę w Polsce otrzymuje się za sprzedanie 30000 egzemplarzy płyty, sam łódzki raper na oficjalnym funpage'u ma pół miliona polubień. Wniosek prosty - albo ludzie nie chcieli słyszeć tej płyty (w co wątpię) albo mają ją w innej hmm "wersji". No tak, przecież to logiczne, "odtwarzacze CD są takie duże, a na mp3 więcej kawałków wejdzie", "płyty są drogie", "nie mam gdzie kupić". Nie jestem aniołkiem w tej sprawie, bo również posiadam odtwarzacz mp3, z którego często korzystam. Jednak w tym momencie obracam się patrząc na półkę w moim pokoju i widzę szereg równiutko poukładanych płyt i kaset. Wiele ze znajdujących się tam nośników nigdy nie poczuło na sobie lasera, ale każdą znam na pamięć. Kupuję płyty ze względu na szacunek do twórczości artystów. Słucham ich albumów w formatach mp3, ale sukcesywnie powiększam kolekcje fizyków. Wbrew przesądom płyty nie są drogie, 20-30 zł to nie jest astronomiczna suma w skali miesiąca, bądźmy szczerzy - więcej wydajemy na używki typu alko bądź fajki. A tak na marginesie wyobraźcie sobie wielkiego internetowego fana Ostrego: "Ej Ostry!! Siemasz Człowieku, jestem Twoim zagorzałym fanem, ej no!!" Podpiszesz mi płytę, na której mam przepalone wszystkie Twoje albumy?. Powróćmy jednak do podziemia. Nakłady większości fizycznych egzemplarzy nielegali oscylują w granicach 100-500 sztuk. Ceny są dosyć symboliczne 10-15 zł. Łatwo obliczyć, że przy sprzedaży setki wychodzi koło 1000 zł, od tego odejmujemy koszty tłoczenia, okładek, opłat za studio i wychodzi, że ten wredny MC za hajs z płyt kupił sobie... paczkę szlugów (a to zarobas :p). Nielegale na pewno ciężej pozyskać, ale czasem naprawdę warto. Chciałbym też w tym miejscu wspomnieć moją niedawną rozmowę z pewnym utalentowanym raperem, który całkiem niedawno wypuścił kolejny solowy album (być może niebawem zaprezentujemy na łamach naszego portalu próbkę jego twórczości). Otóż na pytanie czy udostępnia on swoje płyty w opcji "pobierz za darmo" odpowiedział, że nie, ponieważ frustruje go fakt, iż dziś sami artyści piratują swoje płyty. Ktoś może uznać tą wypowiedź za kontrowersyjną, "bo przecież trzeba promować", jednak ja osobiście uważam, że jest to bardzo dojrzałe podejście do tematu szanowania samego siebie. W gwoli ścisłości dodam, że wspomniany raper udostępnia całość swojego materiału do odsłuchu online, no i oczywiście sprzedaje fizyki. Rzecz jasna nikt tu nie potępia artystów, którzy udostępniają swoją twórczość darmowo, bo to kwestia osobista. Wiadomo, że skoro tematem tego felietonu jest hajs, to nie obejdzie się bez słowa "legal". Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem o tym z Js-em (pozdrawiam!). Według mnie ten temat jest jednym z najbardziej soczystych kąsków dla hejterów. Raper debiutujący dziś na legalu, to dla fanów mainstream'u "świeżak", "nowy", a dla podziemnych hejtów - "Ty patrz, sprzedał się". Myślę, że są to głupie postawy, gdyż tak naprawdę sam artysta ma łeb i wie co chce robić. Zresztą dziś legal dla nikogo nie jest super wydarzeniem. Sami wiecie, że nawet taki Jimi a.k.a Kula ze względu na popularność mógłby znaleźć wydawcę. Jednym słowem, dziś już legal nie jest odpowiednikiem sformułowania "dobra płyta". To co jest smutne, to coraz częstsze hasła "ile ja w muzę wpakowałem, czas żeby oddało się z nawiązką". Muzyka nic nam nie "leci". Chyba najważniejszą kwestią dotyczącą kasy w rapie jest chęć progresu. Jestem w stanie pojąć, że na legalnej scenie najdrobniejszy szczegół może być zależny od kasy. Wiem, bywa tak, że jeśli (cały czas mam na myśli legal) raper A chce mieć zwrotkę rapera B na swojej płycie, to musi podpisywać stosowne umowy między wytwórniami. Spoko, po prostu starają się jakoś z tego żyć, zresztą jeszcze dochodzą prawa autorskie, itd., itp. Jednak całkowicie uważam za niedorzeczne, jeśli w podziemiu współpraca oparta jest na kasie. Jak słyszę wypowiedzi niektórych raperów na temat tego, że nie nagrywają, bo nie stać ich na zakup bitów, to doprowadza mnie do szewskiej pasji. W Stanach rzeczą normalną jest publikacja wersji instrumentalnych albumów z przeznaczeniem właśnie dla ludzi, którzy chcą potrenować i nagrać coś, a nie mają skąd wziąć podkładów. Dobra, przypuśćmy, że dany raper uważa to za kradzież, ale nikt mu nie każe publikować tego nie wiadomo gdzie. Nagrywasz demo na takich bitach, rozsyłasz do 3-4 producentów i pytasz czy nie chcieliby z Tobą podjąć współpracy. Uda się albo odpiszą, że nie, a wtedy znaczy, że trzeba trenować. Uwierzcie lub nie, ale jeśli macie talent, to w końcu kiedyś się uda. Zresztą wyobraźcie sobie, że producent A sprzedaje bit raperowi B za 100 zł, a B robi z tego hicior na skale światową i zarabia na tym miliony. Teraz pytanie: ilu, będąc na miejscu producenta A, by się spruło o dodatkowe wynagrodzenie? Dlatego wydaje mi się, że forma współpracy bez walutowej jest korzystniejsza dla obu stron. Swoją drogą w naszym kraju tylko za bity chcą dawać flotę, za wersy już nie:) Z kasą również jest związana ambicja najmłodszych twórców, którzy często chcąc nagrać pierwsze kawałki, szukają studia i w różnych portalach pytają o ceny za godzinę. Rozumiem, że zależy im by jakościowo było fajnie, ale to początki i nie należy bać się prób, choćby na słuchawkach do skype'a. Kto lubi wyskoczyć uchem za ocean, ten zapewne miał styczność z pierwszymi kawałkami Wu-Tang'u ? jakość? Jakby nagrywane przez telefon podczas deszczu, a i tak Loud się podjął wydania. Oczywiście zawsze można spróbować budować domowe studio, ale to na pewno wiąże się z kosztami. Zresztą co do pomocy myślę, że za jakiś czas uaktywnimy kilka naszych pomysłów jak wesprzeć Was w działaniach. Nie od dziś wiadomo, że hajs w rapie bywa zły. Wiele jest firm i ludzi, którzy widzą nawet w podziemiu hajs do zarobienia na czyjejś twórczości. Fajnie, jeśli jest to działanie korzystne również dla artysty, ale niestety często bywa to forma pasożytnictwa. Nic mnie tak nie śmieszy jak handel tekstami i kradzionymi bitami. Kupowanie tekstów przez raperów, to dla mnie żenada i policzek dla jego twórczości. W USA to jakiś czas przechodziło, ale jak to się zwykle kończy, widać choćby po aferze związanej z konfliktami w N.W.A. Jeśli zaś chodzi o handel kradzionkami, to wręcz poezja głupoty. Bierzesz cudze i sprzedajesz jako swoje, szczyt bezczelności. Rzecz jasna nie mam tu na myśli pomyłek typu afera 600V (ten sam bit na "Autentyku" Vienia i Pelego, co na "Sam na sam" Fenomenu) czy zaoceaniczne problemy Alchemista. Niestety, o ile jeszcze przy tekstach to świadomy wybór, o tyle przy bitach to rosyjska ruletka. Nawet najbardziej osłuchana osoba mogłaby nie zwietrzyć podstępu, więc uważajcie. Podsumowując wszystkie za i przeciw, nie da się jednoznacznie powiedzieć, czy hajs w rapie jest szkodliwy czy nie. Myślę, że spokojnie można porównać go do jednorazowej maszynki. Jeśli jesteś ostrożny i umiejętnie się nią posługujesz, to będzie gładziutko i ślicznie. Jednak, jeśli nie pomyślisz i pierwszy raz masz ją w rękach, to chcąc jej szybko użyć, możesz skończyć z całym dziobem w plastrach i wyrzutami sumienia.
AUTOR
wlx
z miasta Nowy Wiśnicz
woj. małopolskie
napisał: 3 recenzji
napisał: 2 felietony
przeprowadził: 1 wywiadów

POZOSTAŁE RECENZJE

POZOSTAŁE FELIETONY